Stawiamy na jakość PDF Drukuj Email


Czy sklep spożywczy to dobry pomysł na biznes? Co zrobić, by klienci przychodzili do nas po zakupy? W tej rubryce będziemy prezentować różne sklepy spożywcze i rozmawiać z jego właścicielami o ich pomysłach..

„Delikatesy Szlacheckie” to mały, osiedlowy sklepik w Ursusie
na osiedlu mieszkaniowym Skoroszew przy ulicy Skoroszewskiej.
Właścicielami jest para młodych ludzi – Monika i Paweł Szlachcic
(od ich nazwiska wzięła się właśnie nazwa sklepu). Sklep działa
od kilku miesięcy i radzi sobie coraz lepiej.

 

TS: Skąd pomysł na ten rodzaj działalności? Dlaczego otworzyliście sklep spożywczy, a nie np. obuwniczy?
Paweł: To był właściwie mój pomysł. Mój starszy brat prowadził małe sklepiki piekarniczo-cukiernicze i zacząłem mu pomagać. Później brat otworzył sklep spożywczy, w którym zdobywałem doświadczenie i nawiązywałem kontakty. To nam ułatwiło podjęcie decyzji.

TS: Co było potem?
Paweł: Potem, przez prawie rok szukaliśmy lokalizacji, co nie jest wcale takie proste. Tym bardziej, że chcieliśmy kupić lokal na własność, by nie być od nikogo zależnym. Obejrzeliśmy mnóstwo miejsc. Na to trafiliśmy przypadkiem, ponieważ lokal był zarezerwowany. Na szczęście dla nas poprzedni właściciel zmienił plany. Zobaczyliśmy, że w okolicy nie ma żadnego sklepu, a osiedle się rozwija. Okoliczni mieszkańcy też mówili nam, że brakuje im sklepu spożywczego.

TS: Potem oczywiście otwarcie sklepu? Jak wspominacie początki?
Paweł: Sklep otworzyliśmy z pompą. Postaraliśmy się, by na otwarcie był full zatowarowany, a produkty zróżnicowane. Reszta zależy od klientów. Wiadomo, że są takie produkty, które cieszą się mniejszą popularnością i takie, które trzeba uzupełniać cały czas.
Monika: Dla mnie ten pierwszy okres był czasem nauki. Przez dwa miesiące byliśmy tutaj zupełnie sami, a sklep jest czynny od 6-tej rano do 22-giej. Pierwszy raz zetknęłam się z kasą fiskalną, krajalnicą i nie ukrywam, że byłam przerażona. Wszystko robiliśmy sami. W pracy byliśmy o 5.30, a do domu szliśmy po 23-ciej. Na życie prywatne w ogóle nie mieliśmy czasu. W końcu doszliśmy do wniosku, że musimy jeszcze kogoś zatrudnić, bo długo tak nie damy rady.

TS: Czy otwierając sklep myśleliście, żeby się czymś odróżnić od konkurencji?
Tak, zdecydowanie! Po pierwsze postawiliśmy na wystrój. Sami zaprojektowaliśmy szyld i witryny zewnętrzne. Co do zaopatrzenia, to podeszliśmy do tego w ten sposób, że bierzemy towary, które chętnie byśmy kupowali, po drugie rzeczy niezbędne np. pieczywo. Ale generalnie słuchamy klientów i wprowadzamy nowe towary, których oni oczekują, np. jedzenie dla dzieci, pokarm dla zwierząt, chemia. Staramy się dopasować do klienta, bo to jest specyfiką takiego małego sklepu. Na pewno tym, co nas wyróżnia jest stoisko z wędlinami, które sprowadzamy z południa Polski. Chcieliśmy, żeby wędliny sprzedawane w naszym sklepie były najwyższej jakości i przede wszystkim smaczne. I chyba nam się udało, bo w dzień dostawy ustawia się kolejka. W naszym sklepie można też kupić ciasta z cukierni, w której od lat kupuję wypieki.

 

 

TS: Co oprócz tradycyjnej sprzedaży oferujecie swoim klientom?
Monika: Na przykład przed świętami przyjmujemy zamówienia. Można zamówić pierogi, ciasta, pieczywo, wędliny właśnie i inne produkty.

TS: Czy macie już stałych klientów?
Monika: Oj, tak! Przychodzą babcie z wnukami, młode mamy, robotnicy z pobliskiej budowy. Mamy stałych klientów ze względu na wędliny. Podobnie jest z ciastami. Mamy przychodzą w szlafrokach i kapciach, bo widziały z okna, że właśnie przyjechały pączki.

TS: Gdzie szukacie towaru do swojego sklepu?
Monika: Odbywa się to metodą prób i błędów. Trochę korzystamy z kontaktów starszego brata męża – tak właśnie wpadliśmy na pomysł, by sprowadzać wędliny. Kolejna prawa ceny – trzeba je porównać i zweryfikować i współpraca z hurtownikami – trzeba mieć trochę szczęścia, by trafić na dobrą hurtownię.

TS: Jakie macie plany na przyszłość?
Monika: Marzy nam się sieć „Delikatesów Szlacheckich”, ale na razie skupiamy się na tym, by ten przynosił jak największe zyski. Najważniejsze dla nas jest to, że mamy już stałych klientów, którzy chętnie do nas wracają. W okolicy powstają nowe bloki, więc mamy nadzieję, że przybędą nam nowi klienci. Pracujemy nad tym, by jak najlepiej zapaść w pamięć mieszkańcom osiedla, stąd dbanie o to, by wędliny były zawsze świeże, uzupełnione, a podeschnięty kawałek był odkrojony, wymieniony, żeby ekspozycja wyglądała zachęcająco. Dbamy o świeżość naszych produktów. Jeżeli wiem, że niedługo ma przyjechać dostawa nowego ciasta drożdżowego, to polecam kupienie, czegoś innego w zamian, a na ciasto drożdżowe zapraszam innego dnia. Klienci to doceniają. No i mogliśmy sobie pozwolić, by zatrudnić pierwszego pracownika.

TS: Dziękujemy za rozmowę

FOTO: Darek Kawka
Artykuł opublikowany w nr 5/6
 
ZGŁOSZENIA DO TOP SPRZEDAWCA
Jeśli chcesz pochwalić się swoim sklepem, napisz do nas na adres mailowy:
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. . W kilku zdaniach opisz swoją działalność, dołącz kilka fotek
i koniecznie podaj na siebie namiary! Czekamy na Wasze zgłoszenia!
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Zobacz wszystkie numery TOPsprzedawcy

Dzięki archiwum numerów  można za darmo zapoznać się ze wszystkimi numerami TOPsprzedawcy.

Polecamy

Polwita